Przejdź do treści

O mistrzach odkładania spraw na później i o mistrzostwie spraw niedokończonych

Moja głowa już to zrobiła, ale moje ciało nadal jeszcze leży

Moja głowa już to zrobiła. Przebiegła całą trasę, zakreśliła wszystko w notatniku, wypełniła listy i odhaczyła zadania, których cień miga na monitorze – raz ostrzej, raz rozmyte w popołudniowym świetle. Moje ciało? Ciało jeszcze leży. Dłonie rozlane na klawiaturze, nogi podciągnięte pod biurko, myśli rozbiegają się w tempie maratonu, a mięśnie wybierają raczej tryb „standby”.

O mistrzach odkładania spraw na później napisano już niejeden żart, powstało dziesiątki memów i tysiące list „produktywnych sposobów”, by to zwalczyć. Ale czy naprawdę wszyscy chcemy wyzbyć się tej umiejętności? Może to właśnie w odkładaniu, w celebracji spraw niedokończonych, kryje się sedno ludzkiej egzystencji?

Mistrzowie prokrastynacji – elita bez medali

To nowe określenie zyskuje już całe rzesze wyznawców. Nowa religia. Oni są wśród nas. Wędrują cicho przez biura i kuchnie, zerkają na zegarek, rozważając, czy jeszcze pięć minut w łóżku to już zbrodnia, czy raczej akt twórczej negocjacji ze światem. Są jak szachiści – planują dziesięć ruchów do przodu, ale pionek, który powinien być ruszony, już dawno zakurzył się w kącie planszy.

Bywa, że osoba mistrzowsko odkładająca jest niezrozumiana, oceniana przez pryzmat efektów, a nie zamysłu. Bo ileż to razy można usłyszeć: „No weź się w końcu za to!” albo „Przecież to tylko pięć minut roboty!”? A jednak mistrz nie odchodzi od sprawy bez refleksji. W jego głowie zadanie już żyje, już się klaruje, dojrzewa, fermentuje jak dobry zakwas, by w odpowiednim momencie wybuchnąć niespodziewaną inspiracją.

na później

Sztuka spraw niedokończonych

 

Jest coś głęboko ludzkiego w zostawianiu rzeczy na później. Niedokończony obraz, szkic, mail, który czeka w wersji roboczej, kawałek ciasta, który miał być zjedzony „za chwilę” – wszystko to pulsuje w naszym świecie jak prąd pod dywanem. Niedokończenie to furtka dla wyobraźni, dla wątpliwości, dla tej delikatnej mgiełki, która pozwala zadaniu żyć własnym życiem.

Może właśnie dzięki temu sprawy niedokończone są często najbliższe naszemu sercu? Nie zamknęliśmy ich z hukiem, nie wbiliśmy pieczątki, nie oddaliśmy w świat. One czekają, są jeszcze nasze, nieskończone, pełne potencjału.

Ciało kontra głowa – wieczna szachowa rozgrywka

„Moja głowa już to zrobiła, ale moje ciało jeszcze leży.” To nie jest tylko fraza – to stan bycia, który doskonale zna każdy, kto kiedyś planował, marzył, przepisywał rzeczywistość w wyobraźni, podczas gdy dłoń gładziła blat stołu zamiast wciskać klawisze. Paraliż decyzyjny? Może. A może to po prostu sposób na to, by nie poddać się rutynie, by pozwolić ciału złapać oddech, zanim zaangażuje się całym sobą.

W tym rozdarciu jest coś pięknego. Ciało, które nie nadąża za głową, często ratuje przed popełnieniem głupstw, nakłania do refleksji, wyhamowuje na ostrym zakręcie. A czasem po prostu robi sobie przerwę, bo przecież świat się nie zawali za kolejne pięć minut.

Filozofia prokrastynacji – między chaosem a harmonią

To czasem wyrafinowana forma walki z presją. To wybór, by nie poddawać się natychmiastowemu działaniu, by pozwolić idei dojrzeć, by dać sobie prawo do zwłoki, do namysłu, do błądzenia. Refleksja?

Osoba odkładająca sprawy na później nie zawsze jest niewolniczką rozproszenia. Często to ktoś, kto szuka balansu między oczekiwaniami a własnym tempem. Przecież świat lubi pędzić, a ja – czasem – lubię się zatrzymać. W tej pauzie kryje się ogromna moc, bo nie każda decyzja musi być szybka, a nie każde zadanie powinno być domknięte natychmiast.

Mistrzostwo spraw niedokończonych – odwaga zostawiania otwartych drzwi

Bycie mistrzem spraw niedokończonych to nie tylko sztuka odraczania. To umiejętność zostawiania drzwi uchylonych. Czasem niedokończony wiersz, nieskończony projekt, szkic w zeszycie jest bardziej wartościowy niż gotowy produkt. Bo zostawia miejsce dla innych, dla przyszłego „ja”, dla inspiracji, która nadejdzie w nieoczekiwanym momencie.

Odkładanie i niekończenie czasem boli – bo wisi nad nami jak ciemna chmura. Ale równie często sprawia, że mamy motywację, by wracać, próbować, poprawiać, dopisywać nowe rozdziały w naszych własnych historiach.

Jak żyć ze sprawami niedokończonymi?

Po pierwsze: pogodzić się z tym, że one zawsze będą. Nie ma człowieka, który zamknąłby wszystkie sprawy, odhaczył każdy cel, zrealizował każdy plan. Niedokończone sprawy to znak, że żyjemy – że ciągle mamy coś do odkrycia, do poprawienia, do przemyślenia.

Po drugie: celebrować te momenty, kiedy głowa już tam była, a ciało jeszcze nie nadąża. Bo może właśnie wtedy jesteśmy najbliżej siebie – zanurzeni w marzeniach, unoszący się nad codziennością.

Po trzecie: szukać harmonii. Nie chodzi o to, by zawsze odkładać, ale o to, by wiedzieć, kiedy warto się zatrzymać, a kiedy ruszyć z miejsca. Być może największą mądrością jest umiejętność wyboru – czy dzisiaj pozwalam sobie na „jeszcze chwilę”, czy jednak wstaję i działam.

Na koniec – pochwała niedokończonego

Moja głowa już to zrobiła, ale moje ciało nadal jeszcze leży. Nie spieszę się. Świat poczeka. Może właśnie w tej chwili, kiedy nie domykam sprawy, rodzi się przestrzeń na coś nowego – na lepszy pomysł, na odpoczynek, na spotkanie z samym sobą.

Może mistrzowie odkładania nie są wcale tacy nieudolni, jak się o nich mówi. Może to oni są najbliżej prawdy o świecie, w którym nie wszystko da się zamknąć i podsumować jednym, zdecydowanym ruchem pióra.

Niech żyją sprawy niedokończone. Niech żyje głowa szybka i ciało, które czasem się zatrzyma. W tej niedoskonałości jest miejsce na wszystko, co najważniejsze.

Dziękuję za doczytanie do tego momentu artykułu.


Zapraszam do zapoznania się z moim nowym przedsięwzięciem – AMBASADOR MARKI ROBERT BANASIEWICZ 

sklep-REHAB Robert Banasiewicz
Sklep-REHAB. Kliknij obrazek powyżej, żeby przenieść się na stronę sklepu.

Samopolecajki

W tym miejscu kilka moich samopolecajek:

Napisz komentarz, żeby artykuły mogły żyć sobie życiem pełnym i nieustającym. Przewiń stronę i wpisz w okienku.

Dopisz się do newslettera, żebyś mógł otrzymywać nowe teksty, zanim inni o nich się dowiedzą. Niczego nie przegapisz. Przewiń stronę i dodaj swój e-mail do newslettera.

Wejdź na patronite.pl i zostań Patronem. Wiele moich projektów uda mi się realizować dzięki wsparciu ludzi. Wystarczy kliknąć baner poniżej.

Wspieraj Autora na Patronite

A jeśli spodobało Ci się to, co napisałem i masz chęć postawić mi kawę bądź kawałek pizzy, nie powstrzymuj tej głębokiej potrzeby. Będzie mi także bardzo miło, jeśli zwyczajnie przybijesz piątkę.  Kliknij przycisk Suppi.

button

Udostępnij ten tekst w swoich mediach społecznościowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *