Pierwsza sesja terapeutyczna. Drzwi do zmiany
Czwartkowy poranek w domu-REHAB jest jak każdy inny dzień. Oczywiście dla mieszkańców domu, bo dla mnie to dzień sesji indywidualnych. Robię je w moim pokoju, który wtedy nazywam gabinetem. Z kuchni czuć zapach kawy unoszący się w powietrzu, delikatny szum wiatru za oknem i ciche kroki moich mieszkańców. Wstali dopiero. Przed nimi rozgrzewka, śniadanie i zajęcia grupowe. A ja przygotowuję się do spotkań, znaczy piję kawę.
Właśnie wtedy, gdy sięgałem po filiżankę, usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem Kamila – młodego mężczyznę, którego twarz zdradzała więcej niż chciałby przyznać. Przekroczył próg mojego gabinetu niepewnie, jakby zastanawiał się, czy powinien tu być. Jego oczy pełne były zmęczenia, a ramiona zdawały się nosić ciężar całego świata. To była jego pierwsza sesja, jego pierwszy krok, na drodze której końca nie mógł jeszcze zobaczyć.
Trzeba się przywitać
– Cześć, Kamilu. Wejdź, usiądź. Ja jestem Robert, w terapii mówimy sobie po imieniu. Czy to jest dla Ciebie ok?– powiedziałem, starając się, by mój głos był jak najcieplejszy, jakby to miało zmiękczyć niewidzialną barierę, którą wokół siebie zbudował. Usiadł na skraju kanapy, nieco spięty, jakby w każdej chwili gotowy do ucieczki. Zauważyłem, jak jego dłonie nerwowo bawią się zapięciem plecaka, szukając czegoś, co mogłoby go uziemić w tej chwili.
Przez kilka chwil panowała cisza, ta specyficzna cisza pierwszego spotkania, kiedy człowiek na kanapie, nie mylić z kozetką psychoanalityka, i terapeuta badają siebie nawzajem, próbując znaleźć wspólny język. Widziałem, że Kamil szuka słów, które mogłyby zacząć tę opowieść. Ale często najtrudniejszy jest właśnie ten pierwszy krok, to otwarcie, które może zadecydować o dalszym przebiegu sesji.
– Nie wiem, jak zacząć, od czego. – odezwał się w końcu, a w jego głosie wyczułem coś więcej niż tylko niepewność. Była tam ukryta złość, może nawet frustracja, że znajduje się tu, w miejscu, które dla wielu jest ostatnią deską ratunku.
– Najlepiej zacząć od tego, co na wierzchu. Co wczoraj, może dzisiaj. – odpowiedziałem, starając się skierować rozmowę na tory, które pozwolą mu poczuć się bezpiecznie. Wiedziałem, że kluczowe jest, by poczuł, że jest tu, gdzie powinien być, że cokolwiek powie, zostanie wysłuchane bez oceniania.

Kamil spuścił wzrok, jakby próbował znaleźć odpowiedź gdzieś na podłodze.
– Wiesz, czuję się, jakbym miał przed sobą ścianę, której nie mogę przebić. Z każdej strony, dokądkolwiek się zwrócę, wszystko wygląda tak samo. Szaro, bez wyjścia – mówił, a ja poczułem, jak jego słowa oblepiają nasz pokój jak gęsta mgła.
– To brzmi jak coś, co trudno opisać – powiedziałem, ale czułem, jak moje serce zaczyna bić mocniej. Wiedziałem, że Kamil dotyka czegoś głębokiego, że to nie są zwykłe słowa.
– Bo to właśnie jest najgorsze – dodał, tym razem unosząc na mnie wzrok. – Nie wiem, co mam zrobić, jak się stąd wydostać. Czuję, że wszyscy na mnie liczą, a ja nie potrafię ich nie zawieść. I wtedy zaczyna się to wszystko… – Jego głos zadrżał, a ja zrozumiałem, że jesteśmy na progu czegoś ważnego.
– Co się zaczyna?” – zapytałem delikatnie, nie chcąc go wystraszyć, ale jednocześnie nie mogąc pozwolić, by ten moment przepadł.
– Lęk – odpowiedział szeptem, jakby to słowo miało moc złamania go na pół. – Czuję go wszędzie, cały czas. Boję się, że nie podołam, że stracę kontrolę. I wtedy… – zamilkł, szukając właściwych słów. – Wtedy sięgam po to, co zawsze wydawało się ratunkiem. Ale wiesz co? To już nie działa. Nic nie działa.
Wiedziałem, że o to chodzi.
Czułem to jakoś od początku tej sesji. Znam doskonale tego przeciwnika. Lęk. Siada na klacie i dusi.
Kamil spojrzał na mnie, jakby szukał w moich oczach odpowiedzi, a ja wiedziałem, że ten moment jest jednym z tych, dla których warto być terapeutą. Widziałem, jak w jego oczach kryje się bezradność, ale jednocześnie jakaś iskierka nadziei, że może jednak da się coś z tym zrobić.
– Lęk potrafi zdominować, sprawić, że tracę orientację – zacząłem mówić, choć wiedziałem, że Kamil nie szuka prostych odpowiedzi. – Ale to, że teraz o tym mówisz, że jesteś tu i próbujesz się z tym zmierzyć, to już jest pierwszy krok. Lęk często rośnie w siłę, kiedy próbuję go ukryć, kiedy udaję, że go nie ma.
– Masz lęki? – spytał i usłyszałem tę nadzieję w jego głosie na znalezienie towarzysza niedoli czy czegoś w tym rodzaju.
– Tak.
Kamil skinął głową, jakby zaczynał rozumieć, że to, co czuje, nie jest jedynie jego słabością, ale częścią czegoś większego, czegoś, co można rozpracować, co można zmienić.
Przez następne minuty Kamil opowiadał o swoim życiu – o pracy, która zdawała się nie mieć końca, o rodzinie, która oczekiwała od niego więcej, niż był w stanie dać, o przyjaciołach, którzy przestali go rozumieć. Jego opowieść była pełna lęku, ale także niewypowiedzianej tęsknoty za czymś lepszym, za życiem, które miał kiedyś, zanim wszystko się skomplikowało.
– To, co czujesz, jest naturalne – powiedziałem, kiedy skończył. – Strach bywa sposobem obrony, odwracaczem uwagi, przekierowaniem na coś innego. Problem pojawia się, kiedy staje się zbyt silny, kiedy zamiast chronić, zaczyna paraliżować. Kiedy przeistacza się w lęk. Lęk to niedoczuty strach. Strach, który wypierałem, unikałem go, nie pozwalałem, by był oznaką słabości i ułomności. By mnie określał jako mężczyznę. Bo mężczyźni się nie boją. To nie prawda. Każdy czuje strach, każdy ma prawo czuć strach. Mogę się bać.
– serio?
– serio!
Kamil siedział w ciszy, przetwarzając to, co usłyszał. Wiedziałem, że przed nim długa droga, ale widziałem też, że zrobił pierwszy krok. Pierwsza sesja to nie tylko początek terapii to moment, kiedy otwierają się drzwi do zmiany. Dla Kamila, jak i dla wielu innych, ten pierwszy krok był najtrudniejszy. Ale to, co go czekało, to podróż, którą warto było podjąć.
Kiedy Kamil wyszedł z gabinetu, poczułem, że jego historia będzie ze mną jeszcze długo. Każda pierwsza sesja to dla mnie przypomnienie, dlaczego tu jestem – by towarzyszyć ludziom w ich najtrudniejszych momentach, by pomagać im skumać, że zmiana jest możliwa. Że każdy może tej zmiany dokonać w dowolnym momencie swojego życia. I każdy jest wystarczająco dobry do tej zmiany.
Przez chwilę jak zwykle chciałem sobie posiedzieć w ciszy, pozwalając sobie na refleksję nad tym, co się wydarzyło.
Pierwsze sesje są jak otwieranie książki na nowym rozdziale – nigdy nie wiem, co znajdziesz na kolejnych stronach. Trochę jak u Forresta Gumpa, tyle że on mówił o czekoladkach. Zawsze jest tam coś, co warto odkryć. I za każdym razem, kiedy ktoś przekracza próg mojego gabinetu (hyhyhyhyyyyyyy), czuję, że to początek ciekawej historii.
Pozdrawiam. Robert Banasiewicz. Ośrodek terapii uzależnień dom-REHAB.

Samopolecajki
W tym miejscu kilka moich samopolecajek:
Napisz komentarz, żeby artykuły mogły żyć sobie życiem pełnym i nieustającym. Przewiń stronę i wpisz w okienku.
Dopisz się do newslettera, żebyś mógł otrzymywać nowe teksty, zanim inni o nich się dowiedzą. Niczego nie przegapisz. Przewiń stronę i dodaj swój e-mail do newslettera.
Wejdź na patronite.pl i zostań Patronem. Wiele moich projektów uda mi się realizować dzięki wsparciu ludzi. Wystarczy kliknąć baner poniżej.
A jeśli spodobało Ci się to, co napisałem i masz chęć postawić mi kawę bądź kawałek pizzy, nie powstrzymuj tej głębokiej potrzeby. Będzie mi także bardzo miło, jeśli zwyczajnie przybijesz piątkę. Kliknij przycisk Suppi.
Udostępnij ten tekst w swoich mediach społecznościowych.
Trzy razy brałam głęboki oddech…jakby poczułam ” jak słowa oblepiają pokój “, czułam też ten strach…. mówisz ( na pewno mówiłeś już wcześniej, ale ja nie zakumałam), że lęk to nie doczuty strach….”, jak również: “Lęk siada i dusi”
To ważny bardzo dla mnie artykuł. Potrzebowałam go właśnie dzisiaj.
Pozdrawiam Cię Robercie
Dzięki Aldi za komentarz. Bądź zdrowa.